piątek, 12 stycznia 2018

"Idealna" Magda Stachula







Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 17 sierpnia 2016
Liczba stron: 384

"Anita prawie nie wychodzi z domu. Podgląda ludzi przez kamery miejskiego monitoringu. To jej okno na świat, które pozwala kontrolować wszystko i wszystkich. I zapomnieć o sypiącym się małżeństwie oraz dziecku, które bardzo chciałaby mieć.
Pewnego dnia znajduje w szafie sukienkę, której nie kupiła. Później szminkę, która do niej nie należy. Potem wydarza się coś jeszcze…

Ktoś wie o niej wszystko. I powoli realizuje swój plan."



Źródło opisu:  https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,10242,Idealna


Na książki Magdy Stachuli miałam chrapkę już od jakiegoś czasu. Zwłaszcza, że w pewnym momencie praktycznie wszędzie właziły mi w oczy. Bardziej korciła mnie "Trzecia", ale na  kiermaszu książkowym w Biedronce dorwałam kieszonkowe wydanie "Idealnej" i ostatecznie zaczęłam od niej.
Jest to kolejna książka, o której napisanie opinii sprawia mi kłopot. Po prostu nie chciałabym zbyt wiele zdradzić i zepsuć komuś przyjemność z czytania. Wiadomo, że autorka nie serwuje nam wszystkich faktów na dzień dobry. Jak to mówią 'im dalej w las, tym więcej butelek' :D

Narracja prowadzona jest naprzemiennie z perspektywy czterech osób. Pierwszą z nich jest Anita - kobieta po trzydziestce, której prawdziwą obsesją stało się zajście w ciążę. Po wielu bezskutecznych próbach tylko o tym myśli i głównie tym żyje. Ogląda w internecie wózki, łóżeczka, odwiedza sklepy dziecięce. Ma stworzony specjalny folder, gdzie gromadzi pliki odnośnie urządzania pokoiku. Męża od pewnego czasu traktuje jako środek do osiągnięcia celu, poza tym praktycznie nie rozmawiają, żyją jakby obok siebie. Anita staje się coraz bardziej nerwowa i wybuchowa, drażnią ją głośniejsze dźwięki, praktycznie przestaje opuszczać mieszkanie. Nie przeszkadza jej panujący wokół bałagan i piętrzące się w zlewie brudne naczynia. Większą część dnia spędza z laptopem na kanapie. Jej aktualną pasją jest podglądanie ludzi przez kamery internetowe. A zwłaszcza 'przejażdżki' tramwajem po Pradze. Obserwuje wtedy ludzi, którzy czekają na swoje tramwaje. Jej ulubieńcami są ruda dziewczyna i towarzyszący jej chłopak, którego nazywa w myślach Zo. W pewnym momencie Anita zaczyna być nim mocno zafascynowana.

Kolejnym narratorem jest Adam - mąż Anity. Mężczyzna jest coraz bardziej zmęczony i sfrustrowany dążeniem żony do posiadania potomka. Czuje się ignorowany i pomijany, każda jego próba kontaktu, czy inicjatywa jest odrzucana. Bardzo niechętnie wraca z pracy do domu, a rano wychodzi przed czasem. Gdy jest w domu razem z żoną zazwyczaj udaje, że śpi, by uniknąć jej towarzystwa, ponieważ już nie potrafią ze sobą rozmawiać. Kiedy na jego drodze staje Marta, czuje się w końcu pożądany i doceniony. Zwłaszcza kiedy żona zaczyna dodatkowo zarzucać mu próby doprowadzenia jej do obłędu.

Marta to trzecia osoba, której perspektywę poznajemy. Od początku w swojej opowieści zdradza się z tym, że to nie przypadek splata losy jej i Adama. Marta ma plan i zamierza zrealizować go do końca.
No i mamy jeszcze Eryka, który jest rzeźbiarzem i malarzem. Zaczyna spotykać się z dziewczyną o imieniu Milena. Początkowo nie dowiadujemy się o nim zbyt wiele.

Mimo że książka zawiera motywy, za którymi nie przepadam, czytało mi się ją całkiem dobrze. Początkowo było mi szkoda Adama, potem jednak zaczął mnie wkurzać i liczyłam, że na końcu spotka go coś naprawdę złego. Moim zdaniem powinien zrozumieć, że zachowanie żony, to nie zwyczajne widzimisię, tylko ma ona prawdopodobnie depresję, do której stopniowo dochodzą coraz dziwniejsze objawy. Zamiast uciekać z domu i się szlajać lepiej by zrobił, gdyby spróbował poszukać dla niej fachowej pomocy.
Dość szybko zorientowałam się kim w życiu Anity była Marta. Nie było to trudne. Za to roli Eryka w ogóle bym się nie domyśliła. Brałam go za kogoś zupełnie innego.
Udało mi się wciągnąć w tę historię i nie odczuwałam jakichś większych zgrzytów, czy sztuczności przy czytaniu. Zwłaszcza w porównaniu do książki, z którą bujałam się wcześniej i którą porzuciłam.
Moim zdaniem "Idealna" nie była straszna, ani krew w żyłach mrożąca, nie wzbudzała też jakichś szczególnych dreszczy.Wydaje mi się, że dość wcześnie została czytelnikowi wyłożona kawa na ławę w związku z osobą Marty. A te włamania do domu Anity i Adama, podrzucanie przedmiotów i ubrań mogło zostać przedstawione bardziej dosadnie. A wyszło zupełnie bezpłciowo. Brakowało mi napięcia, mrocznej atmosfery i poczucia zagrożenia towarzyszącego bohaterce.
Miałam w pewnym momencie troszkę skojarzeń z książką "Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn. Liczyłam nawet, że bohaterka "Idealnej" w podobnym stylu zabawi się kosztem męża.
Pewnie jestem socjopatką, ale zakończenie (głównie mam tu na myśli to, jak się ta historia zakończyła dla Marty)  jakoś tak mnie rozbawiło :D Ucieszył mnie także fakt, że jednak Anita powzięła zamiar by odpłacić kiedyś Adamowi za jego postępki.

Mam nadzieję, że udało mi się nie wychlapać zbyt wiele przy jednoczesnym pobudzeniu ciekawości czytelników :)

czwartek, 28 grudnia 2017

"Pan wyposażony" Lauren Blakely

 
 

  
  Tytuł oryginalny: Big Rock
  Wydawnictwo: Editio
  Seria: Editio Red
  Liczba stron: 240


"Spencer Holiday jest przystojnym, zielonookim dżentelmenem o doskonałym ciele. Ma dwadzieścia osiem lat, jest zadeklarowanym singlem i właścicielem nieźle prosperującego biznesu. Wychował się w szczęśliwej rodzinie i wykształcił na znakomitych uczelniach. Jest inteligentny, odważny i zdecydowany, a ponadto doskonale wie, czego pragną kobiety i... potrafi im to dać. Nie narzeka na brak seksu, jednak zbytnio ceni swoją niezależność, by zaangażować się w jakikolwiek poważniejszy związek. Ta cudowna wolność kończy się, gdy ojciec prosi go o specyficzną pomoc podczas wyjątkowo ważnej transakcji handlowej.
Kontrahent, któremu pan Holiday sprzedaje swój słynny sklep z ekskluzywną biżuterią, znany jest ze swych konserwatywnych poglądów. Ceni honor, wierność i rodzinne wartości. Dlatego ewentualne erotyczne skandale podczas finalizowania transakcji kupna firmy byłyby nie do przyjęcia. Spencer musi więc na tydzień stać się idealnym młodym człowiekiem, najlepiej narzeczonym jakiejś odpowiedniej kobiety, która za chwilę zostanie panią Holiday. Jako że mężczyzna szczerze kocha ojca, postanawia zrobić wszystko, by mu pomóc. Najlepszą kandydatką na tymczasową narzeczoną wydaje się jego przyjaciółka i wspólniczka — piękna i mądra Charlotte. Wkrótce okazuje się jednak, że udawany romans staje się zaskakująco realny...
Trzymasz w ręku ciepłą, pełną humoru i świeżości opowieść o miłości i przyjaźni. O tym, że dzięki lojalności i odwadze można pokonać przeszkody i znaleźć to, co w życiu jest najpiękniejsze. O zmysłowości, która niespodziewanie wychodzi poza erotyczną fascynację, aby rozkwitnąć pełnią namiętnej czułości i bliskości. O dobrze znanym, ale wciąż aktualnym dylemacie: czy lojalna przyjaciółka może stać się ukochaną kobietą? I czy miłość może nie zniszczyć zaufania i prawdziwej przyjaźni?

Gdy najlepsza przyjaciółka staje się najważniejszą kobietą na świecie... "


Źródło opisu: https://editio.pl/ksiazki/pan-wyposazony-lauren-blakely,panwyp.htm#format/d



Przeczytałam sobie w tamtym tygodniu "Pana wyposażonego" i muszę przyznać, że książka naprawdę przypadła mi do gustu :)
Co prawda, nie wiem na ile możecie ufać mojej opinii - może być ona wyłącznie kwestią szoku po wcześniejszym zetknięciu się z Panem Danielsem i jego bogatym arsenałem traum.
W każdym razie spodziewałam się powtórki z "Sex Machine" Force, albo czegoś równie porąbanego. Mój niepokój wzbudził także fakt, że książka ta ma tylko 240 stron.
Na szczęście zostałam mile zaskoczona. Nikt wierszem nie gadał, ani nie cytował Szekspira (Bogu dzięki). Było sporo seksów. I choć seksy, jak seksy, to nawet mi się podobały. Od razu uprzedzam pytania - nie praktykowali jakichś obrzydliwych, ani niesmacznych rzeczy. Oczywiście moim zdaniem, bo wiadomo, że dla każdego co innego może być odstręczające ;) Bohaterka nawet dodała w związku z tym pewien punkt do listy reguł funkcjonowania ich układu.

Występuje narracja pierwszoosobowa z perspektywy bohatera i chyba przez to miałam na początku troszkę skojarzenia z książką o Drew - "Zaplątani" czy jakoś podobnie (swoją drogą - nienawidzę Drew). Zwłaszcza prolog i chyba pierwszy rozdział zawierał głównie przechwałki bohatera oraz oddawanie czci własnemu przyrodzeniu. Nie zrażajcie się tym. Muszę przyznać, że ja po tych fragmentach zaczęłam się trochę bać :P Na szczęście im dalej, tym mniej czasu poświęcał na wielbienie swoich rodowych klejnotów. Mimo tych wszystkich opowiastek nie rzucał jakichś wulgarnych anegdot i nie wyrażał się brzydko o kobietach.

"Pan wyposażony" skojarzył mi się też trochę ze "Złapać milionera", ponieważ bohater wcześniej stworzył jakąś mega popularną aplikację randkową, na której zbił miliony monet. Wyjątkowość tej aplikacji polegała na tym, że nie można było wysłać paniom zdjęć gołych penisów (tutaj od razu Dean od Elle Kennedy przyszedł mi do głowy).
Trochę za słabo była dla mnie nakreślona postać bohaterki. Choć w sumie nie wiem czy chciałabym rozdziały z jej perspektywy. Z początku jej zachowanie wydało mi się nieco nachalne, ale potem doszłam do wniosku, że ona musiała się już wcześniej podkochiwać w bohaterze, tylko dobrze to ukrywała.

Nie wiem, co mogę więcej dodać, by nie zaspoilerować zbyt wiele. Zwłaszcza, że książka jest dość krótka. Bardzo się cieszę, że było mi dane przeczytać w końcu normalny romans bez nawału dramatów, traum, dziwacznych praktyk seksualnych, stukniętych facetów i tak dalej i tak dalej. Okazało się, że nie każda książka, która zawiera sporo hot scenek, powoduje, że mam ochotę wrzeszczeć i wyskakiwać z okna. Naprawdę miło spędziłam czas i chyba przez to, że byłam bardzo na anty tak mi się "Pan wyposażony" spodobał.
Jestem bardzo ciekawa kolejnej części :)

wtorek, 19 grudnia 2017

"Kochając pana Danielsa" Brittainy C. Cherry




Wydawnictwo: Filia
Tytuł oryginału: Loving Mr. Daniels
Data wydania: 17 czerwca 2015
Liczba stron: 432

To historia wielkiej miłości. Takiej, która zdarza się wtedy, gdy na swojej drodze spotkasz prawdziwą bratnią duszę. Mężczyznę, którego śmieszy to, co bawi ciebie. Mężczyznę, który mówi to, co sama chcesz powiedzieć, który myśli jak ty.
Ja spotkałam pana Danielsa. Chociaż wiem, że nasza miłość nie miała prawa się wydarzyć, nie żałuję ani jednej chwili.
Nasza historia to nie tylko opowieść o miłości. Opowiada także o rodzinie. O stracie. O byciu żywym. Jest pełna bólu, ale także pełna śmiechu. To nasza historia.
Z tych wszystkich powodów nigdy nie przeproszę za to, że kochałam pana Danielsa.


O rety! Co to właściwie było? Ja chcę do mamy!
Moja głupota i mój błąd, że nie dopytałam o czym dokładnie jest ta książka. Zwłaszcza, że opis z tyłu okładki nie zdradza nam zbyt wiele. Wiedziałam tylko, że ma wystąpić motyw romansu nauczyciela z uczennicą. Pomyślałam sobie - dobra, spoko, zakazana miłość, te sprawy. Nic tam nie powinno być dołującego. Prawda?
Mój drugi błąd polegał na tym, że zabrałam się za tę książkę przed Świętami. Zdenerwowana, w złym humorze, z nadzieją na jego polepszenie. Walał mi się ten cały Daniels po domu już ponad rok, więc położyłam go w pobliżu, żeby w końcu przekonać się, co to za diabeł.

Mam wrażenie, że pani Cherry lubi pisać o umieraniu. W końcu to taka frajda przecież.
Nie będę się już czepiać, że głównej bohaterce Ashlyn zmarła siostra bliźniaczka, a Danielowi rodzice. Miało to miejsce przed właściwą akcją, a przebieg tego procesu nie był szczególnie opisywany. Ale to za mało. Trzeba jeszcze odstrzelić z jednego w trakcie, coby dodać akcji więcej dramatyzmu.
I w zasadzie autorka ubiła jedynego bohatera, którego jako tako udało mi się polubić. Nie no, brawo. Medal z kartofla za podjęte starania.

Nie umiałam polubić Ashlyn. Pierwsze sto stron tej książki w ogóle było dla mnie drogą przez mękę i nudę. Miałam to walnąć w cholerę, ale postanowiłam nie błaznować i czytać dalej. Przez jakiś czas nawet było nieźle, a potem znowu umieranie, szlochanie, ból istnienia, emo-gadka.
Rozmowy Ashlyn i pana Danielsa to jakaś drama. Ciekawa jestem czy normalne ludzie gdzieś tak miedzy sobą konwersują. Cytowanie Szekspira w czasie seksów? Nie no, co kto lubi. Trzeba tolerować cudze dziwactwa. Ale już nawet nie o cytowanie chodzi, ale o ich zwykłe dialogi. Pełne egzaltacji, przesady, niczym wiersze gimnazjalistki, która zaznała bólu miłości. Może jestem gruboskórna, ale jakby ktoś zapodał do mnie taki tekst, to chyba posikałabym się ze śmiechu.  Nadymali się i nadymali, aż cud, że nie pękli. Powinni założyć spodnie z krokiem w kolanach, łańcuchy na szyje i zrobić z tego jakiś pojedynek na rymy...

Zastanawiam się po co tam właściwie występowała postać Hailey. Oprócz latania za chłopakiem pseudo-hippisem, który zdradzał ją z przyjaciółką, chciał seksu i częstował narkotykami, nic więcej nam do tej pięknej opowieści nie wniosła. Swoją drogą - to było taaakie głupie i przesadzone, że to ona go przepraszała i nadal za nim latała.
Poza tym wkurzała mnie ta cała otoczka z Panem Danielsem. Miałam początkowo wrażenie, że to będzie miłość miedzy uczennicą, a jakimś naprawdę starym grzybem. A ten gość był od niej tylko trzy lata starszy! I okej, okazał się być jej nauczycielem, ale to była ostatnia klasa. Myślę, że spokojnie dałoby radę potrzymać trochę ten związek w ukryciu i nikt by od tego nie umarł (choć kto tam wie, w książkach Cherry wszystko jest możliwe...). No ale skąd. Musieli latać, rozpaczać, ściskać się po kątach, żeby ktoś w końcu zobaczył, a potem biadolić i znowu płakać, bo ktoś rzeczywiście zobaczył.
Jakby tego było mało - pomijając wszelkie możliwe traumy oraz wyznania miłosne jak po dopalaczach - cała ich relacja była jednocześnie mega przesłodzona i w sumie nieciekawa. Już chyba wolę męską świnię, która chwyci za włosy, zawlecze do jaskini i sponiewiera. Nie no, od tej historii naprawdę wszystko wolę. Prócz czytania o zdradach i seksie grupowym. I wzywaniu imienia Szekspira podczas tego seksu.

"Kochając pana Danielsa", patrząc po ocenach na Lubimy Czytać, ma wielu fanów. Pewnie znowu komuś się narażę swoją opinią. Ale ja lubię życie na krawędzi :D A tak serio - wymęczyła mnie ta książka. Nie płakałam, ani nie wzruszałam się podczas lektury, ponieważ nie polubiłam bohaterów, ich relacja wydawała mi się nierealna i nie brałam tego wszystkiego na poważnie. Mimo to, wraz z postępem akcji czułam się coraz gorzej i gorzej. Zastanawiałam się w pewnym momencie czy chociaż Ashlyn i Daniel dadzą radę dożyć końca tej przygody. Ja na ich miejscu już w połowie zamieniłabym się w kupkę żarcia dla kota. Drobno zmielonego. Albo nawet w pasztet.
Przybijam sobie mentalną piątkę za doczytanie tego dzieła do końca. A teraz idę szukać opatrunku na mój zwalony humorek.

piątek, 15 grudnia 2017

"Wszystko jest w twojej głowie. Opowieści o chorobach psychosomatycznych" Suzanne O'Sullivan



Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Data wydania: 2017
Liczba stron: 336


 Fascynująca opowieść o „chorobach z głowy”

Shihana odczuwa silny ból ramienia, na skórze pojawiają się siniaki, a palce zwijają się w przykurczu. Lekarze wstrzykują jej więc botoks, dzięki czemu momentalnie odzyskuje władze w ręce. Tyle tylko że na efekt działania botoksu trzeba przeważnie poczekać dwa dni. Z kolei Yvonne początkowo skarży się na silne pieczenie oczu, a potem z dnia na dzień przestaje widzieć. Ale kiedy trafia do szpitala, lekarze zauważają, że podczas rozmowy ciągle nawiązuje kontakt wzrokowy. Chociaż przypadki te są skrajnie różne, to ich przyczyna jest taka sama – zaburzenia psychosomatyczne, których źródła tkwią w psychice i emocjach.

Przedstawione w książce historie siedmiorga pacjentów neurolożki Suzanne O’Sullivan mogą wydawać się nam nieprawdopodobne. Jednak, jak pokazują badania, nawet u co trzeciej osoby zgłaszającej się do internisty występują objawy, które nie mają fizycznej przyczyny. Nie jest to diagnoza, którą lekarz chce postawić, a pacjent usłyszeć. Wszystko jest w Twojej głowie to wciągająca opowieść o zaburzeniach, które wciąż stanowią zagadkę dla współczesnej medycyny, sekretach, które kryją się w naszych głowach…

Książka otrzymała prestiżową nagrodę literacką Wellcome Book Prize, przyznawaną corocznie w Wielkiej Brytanii tytułom dotyczącym zdrowia.


Źródło opisu:  https://www.wuj.pl/index.php

Dzisiaj będzie całkiem z innej beczki :)
Nie bardzo potrafię spisywać swoje wrażenia odnośnie tego typu książek, więc pewnie wyjdzie mi nieco dziwnie. Z góry za to przepraszam ;)
Książka "Wszystko jest w twojej głowie" bardzo mnie zainteresowała, ponieważ swojego czasu lubiłam czytać i oglądać programy o chorobach, które wywoływały nietypowe objawy, a droga pacjentów do diagnozy była nieraz bardzo długa i najeżona wieloma trudnościami.
Historie zawarte w tej książce przedstawiają się podobnie. Niektórzy jej bohaterowie wędrowali od lekarza do lekarza, często dostawali złe diagnozy i leczyli się na przypadłości, które wcale ich nie dotyczyły. Dopiero później okazywało się, że objawy, których doświadczali nie znajdują wystarczającego wyjaśnienia w wynikach badań medycznych.
Choroby psychosomatyczne upośledzają funkcjonowanie, wywołują niepełnosprawność lub pogarszają stan zdrowia, a przyczyna tych zjawisk leży w sferze psychiki. Dotykają one 20 % pacjentów na całym świecie.

Neurolog Suzanne O'Sullivan opisuje historie siedmiorga swoich pacjentów. Poznajemy między innymi:

- młodą kobietę, u której objawy rozpoczęły się od niepozornej infekcji pęcherza, a wraz z upływem czasu postępowały tak bardzo, że została ona skazana na poruszanie się wózku inwalidzkim.

- dziewczynę, która doznała urazu dłoni. Po rekonwalescencji według ponownych prześwietleń i badań z ręką było już wszystko w porządku, a jednak stawała się ona coraz bardziej niesprawna, a w rezultacie zwisała bezwładnie przy boku pacjentki.

- kobietę w średnim wieku, której w pracy przydarzył się wypadek - współpracownica niechcący prysnęła jej w oczy płynem do mycia szyb. W następstwie tego wydarzenia kobieta stała się całkowicie niewidoma, musiała zrezygnować z pracy, wymagała opieki i pomocy przy wszystkich codziennych czynnościach. Oczywiście badania wykazywały, że jej wzrok nie został uszkodzony.

Ponadto pojawia się trochę informacji o Zespole przewlekłego zmęczenia, na który cierpi jedna z przedstawionych w książce bohaterek. A także wzmianka o Zespole Münchhausena.
Pacjenci pukają od drzwi do drzwi w poszukiwaniu rozwiązania swoich problemów, lecz kiedy dowiadują się, że ich źródło najprawdopodobniej tkwi w psychice często reagują gniewem i niedowierzaniem. Są pełni obaw, że inni uznają ich za wariatów cierpiących na wyimaginowane schorzenia. Oczywiście wszystko to dzieje się naprawdę, tylko przyczyna tkwi w psychice i emocjach.
 Muszę przyznać, że naprawdę byłam w szoku czytając, że napady drgawek (bardzo przypominające napady padaczkowe), paraliż, utrata wzroku, a także wielu innych przypadłości może wiązać się z silnym stresem, przebytą w przeszłości traumą, wewnętrznym niepokojem.
Bardzo zaciekawiły mnie historie wszystkich opisywanych osób. Czułam jednak niedosyt w związku z tym, że niektóre, jakby się urywały. Po prostu pacjent nie pojawił się już więcej w gabinecie pani neurolog, albo wypierał diagnozę i próbował szukać rozwiązań na własną rękę w innych miejscach. Wiadomo, najchętniej bym czytała, że każdemu udało się pomóc, a potem żył długo i szczęśliwie.
Nudziły mnie trochę odniesienia do historii - opisy dawnych hipotez (o wędrującej macicy na przykład) i poglądów dotyczących histerii oraz etiologii powstawania różnych zaburzeń. Zwłaszcza, że te fragmenty były wplatane w opowieść o danym pacjencie. W międzyczasie autorka nawiązywała do innych swoich pacjentów i momentami gubiłam wątek przez te przeskoki.

Reasumując - książka dostarczyła mi wiele nowych informacji. Nie miałam pojęcia, że ludzka psychika może mieć aż taką 'władzę nad całym organizmem. Historie zostały opisane dość łatwym językiem, nie atakowały mnie z każdej strony terminy, których niedbałym rady ogarnąć. Doczepię się do odniesień i dygresji na temat tego, jak to wszystko wyglądało w przeszłości, ale zdaję sobie sprawę, że wiele osób akurat może to interesować

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość przeczytania tej książki.

piątek, 8 grudnia 2017

"Pocałunek pod jemiołą" Lisa Kleypas




 
Tytuł oryginału: A Wallflower Christmas
Wydawnictwo:  Prószyński i S-ka
Data wydania: 28. 11. 2017


Liczba stron: 200

 Ostatnia część z bestsellerowego cyklu Wallflowers.  
Na święta Bożego Narodzenia do Londynu przybywa z Ameryki Rafe Bowman, by poznać pannę Natalie Blandford, piękną i dobrze wychowaną córkę lorda Blandforda. Dzięki swojej urodzie i imponującej sylwetce Rafe Bowman mógłby zdobyć serce i rękę każdej damy, ale przeszkadzają mu w tym jego szokujące amerykańskie maniery i reputacja hulaki. Zanim więc rozpocznie zaloty, Rafe musi nauczyć się reguł londyńskiego życia. Zdobycie panny okazuje się jednak o wiele trudniejsze, niż Rafe mógłby przypuszczać. A największa komplikacja nosi imię Hannah.
Na szczęście cud Bożego Narodzenia działa na każdego i nawet największego cynika może zamienić w romantyka, a w najbardziej nieśmiałym sercu rozpalić płomień namiętności.


Źródło opisu: https://ksiegarnia.proszynski.pl/product,74318


Zakupiłam sobie ostatnio najnowszą powieść pani Kleypas i w czwartkowy wieczór zasiadłam do czytania. Najnowszy tom cyklu Wallflowers jest znacznie krótszy od poprzednich, więc miałam w stosunku do niego trochę obaw.
Powiem Wam, że "Pocałunek pod jemiołą" naprawdę mi się podobał. Jest krótki, więc nawet taka koza, jak ja, dała radę przeczytać go za jednym posiedzeniem.
Mam, oczywiście, sporo zarzutów - relacja bohaterów jak na mój gust rozwijała się zbyt szybko, książka powinna być dłuższa, bo tu raptem kilka zdań zamienili, parę razy się obściskiwali i już miłość na wieki. Ale to wszystko nieważne! Ta świąteczna atmosfera - czytanie przez bohaterkę fragmentów "Opowieści wigilijnej" Dickensa, strojenie choinki, wprowadziły mnie w dobrotliwy i łaskawy nastrój.
Wstawki z bohaterkami poprzednich części były dla mnie bardzo na plus. Zapragnęłam przez nie powtórzyć sobie "Jesienne zauroczenie". Jest to mój najukochańszy tom Paprotek.
Podobał mi się także humor zawarty w tej części. Chyba przez to, że liczyła ona mniej stron udało się więcej smaczków wyłapać. I zdecydowanie najlepsze dla mnie były wszystkie momenty z udziałem peruki ojca Rafe'a (muszę w tym roku koniecznie zawiesić jakąś perukę na swojej choince). Ponadto nieźle uśmiałam się z odniesień na temat badania kształtu czaszki i przestępczych skłonności, a także ze sposobu Lillian na krępujące ruchy rękawy u sukien.
Przepychanki słowne głównych  bohaterów bardzo mi pasowały. Chociaż mogłoby ich być więcej. Uwielbiam takie darcie kotów i zawsze pragnę go więcej.
Niekoniecznie odpowiada mi motyw, gdzie bohaterka jest przyzwoitką panny, o którą bohater ma zamiar się starać. Zawsze takie sytuacje trącą mi trójkątem uczuciowym i cała się najeżam. Na szczęście tutaj jakoś zostało to złagodzone. Jeden moment mnie poirytował, ale nie aż tak mocno. I w tum wypadku mogę na plus zaliczyć długość "Pocałunku pod jemiołą", ponieważ gdybym miała dłuższą książkę z takim motywem, to mogłabym przez nią dużo nerwów stracić.

Mam małe 'ale' w stosunku do zakończenia. Było napisane po łebkach i mało wiarygodne. Należało pani Kleypas troszkę więcej miejsca na to poświęcić.
Hannah miała u mnie plusa na wstępie za samo imię. Ale i bez tego ją polubiłam. Rafe'a mniej, jego osoby było trochę za mało, bym zapałała jakimś większym uczuciem .
Wkurzała mnie Natalie, ale zapewne taka miała być jej rola.

Reasumując - bardzo przyjemnie spędziłam czas z bohaterami "Pocałunku pod jemiołą". Nie musiałam odkładać książki, ani jej przerywać. Nic mi się nie ciągnęło jak ból po flakach.
Za to z łatwością wczułam się w jej radosny, świąteczny klimat. Zdecydowanie dobrze w tym czasie sięgnąć po lekturę, która nie nie jest nudna, dołująca, ani przepełniona rozmaitymi traumami. Po nieudanym spotkaniu z inną autorką powieść Lisy Kleypas okazała się dla mnie naprawdę miłą odtrutką.

poniedziałek, 20 listopada 2017

"Randka z homo sapiens" Penny Reid




Tytuł oryginału:  Neanderthal Seeks Human
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: 22. 11. 2017
Liczba stron: 412 

Są trzy rzeczy, które musicie wiedzieć o Janie Morris:
1.nie jest w stanie prowadzić normalnej konwersacji bez zasypywania rozmówcy NNF (nadmiarem nieistotnych faktów), szczególnie, kiedy jest zestresowana,
2.nic nie stresuje jej bardziej niż obecność Quinna Sullivana (znanego również jako Pan Ciacho)
3.nie jest fanką szydełkowania

Po tym, jak jednego dnia traci chłopaka, mieszkanie i pracę, Janie Morris tylko czeka na kolejną katastrofę, jaką szykuje dla niej los. Jakby tego było mało, świadkiem jej totalnego upokorzenia jest boski Quinn Sullivan, zwany przez nią Pan Ciacho, który co i rusz pojawia się na jej drodze,  jak para drogich szpilek – równie  pożądanych, co nieosiągalnych. Życie szykuje dla Janie kolejną niespodziankę, kiedy Quinn, obiekt jej niewinnych, choć nieco obsesyjnych westchnień, składa jej propozycję nie do odrzucenia.

Źródło opisu:  http://sklep.poradniak.pl/kolekcja/nowosci/randka-z-homo-sapiens


W piątek dotarł do mnie egzemplarz przedpremierowy "Randka z homo sapiens" od Wydawnictwa Poradnia K. Migusiem doczytałam to, co tam wcześniej zaczęłam i zasiadłam do lektury. 

Największym atutem tej książki jest zdecydowanie pocieszna bohaterka - Janie Morris 😁
Janie non stop dostaje słownej i myślowej biegunki. Tematy, nad którymi zdarza jej się dumać, to nie są wcale takie zwykłe rzeczy. Cykl menstruacyjny pandy, wężowe włosy Meduzy, Wendelle - tego typu sprawy. Bohaterka jest bardzo inteligentna, ma świetną pamięć, zna się na cyferkach, lubi ładne buty i komiksy. Wszystko w jej głowie musi być uporządkowane, poddane uprzednio analizie i oznaczone odpowiednią etykietką. Przy czym czasem ciężko jej jest zrozumieć 'oczywiste oczywistości'. W książce występuje narracja pierwszoosobowa, więc wszystkie rozkminy bohaterki są nam znane 😁

Nasz bohater - Quinn - według mnie jest trochę mało wyrazisty. Niby Pan Ciacho, chmurny i tajemniczy. Ale taki zbyt mało intensywny. Ciężko mi wyrobić sobie opinię na jego temat. Jak dla mnie przyćmiewa go osoba bohaterki.

Zabrakło mi trochę utarczek i 'darcia kotów' między bohaterami, ale to akurat takie moje osobnicze upodobanie. Uwielbiam, gdy jest tego dużo w romansach.

Książka jak dla mnie mogłaby być nieco krótsza, albo jej akcja bardziej wartka. Choć z drugiej strony takie wolne romanse też mają swój urok.
Nie ma tu namolnych opisów seksu, ani żadnego innego obrzydlistwa.
"Randka z Homo Sapiens" nie powaliła mnie na łopatki, lecz zdecydowanie nie żałuję poświęconego jej czasu. Spędziłam bardzo sympatyczny weekend z Janie i jej natłokiem myśli.


Jeszcze raz chciałam podziękować Wydawnictwu Poradnia K za możliwość przeczytania tej książki.

http://sklep.poradniak.pl/