piątek, 12 stycznia 2018

"Idealna" Magda Stachula







Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 17 sierpnia 2016
Liczba stron: 384

"Anita prawie nie wychodzi z domu. Podgląda ludzi przez kamery miejskiego monitoringu. To jej okno na świat, które pozwala kontrolować wszystko i wszystkich. I zapomnieć o sypiącym się małżeństwie oraz dziecku, które bardzo chciałaby mieć.
Pewnego dnia znajduje w szafie sukienkę, której nie kupiła. Później szminkę, która do niej nie należy. Potem wydarza się coś jeszcze…

Ktoś wie o niej wszystko. I powoli realizuje swój plan."



Źródło opisu:  https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,10242,Idealna


Na książki Magdy Stachuli miałam chrapkę już od jakiegoś czasu. Zwłaszcza, że w pewnym momencie praktycznie wszędzie właziły mi w oczy. Bardziej korciła mnie "Trzecia", ale na  kiermaszu książkowym w Biedronce dorwałam kieszonkowe wydanie "Idealnej" i ostatecznie zaczęłam od niej.
Jest to kolejna książka, o której napisanie opinii sprawia mi kłopot. Po prostu nie chciałabym zbyt wiele zdradzić i zepsuć komuś przyjemność z czytania. Wiadomo, że autorka nie serwuje nam wszystkich faktów na dzień dobry. Jak to mówią 'im dalej w las, tym więcej butelek' :D

Narracja prowadzona jest naprzemiennie z perspektywy czterech osób. Pierwszą z nich jest Anita - kobieta po trzydziestce, której prawdziwą obsesją stało się zajście w ciążę. Po wielu bezskutecznych próbach tylko o tym myśli i głównie tym żyje. Ogląda w internecie wózki, łóżeczka, odwiedza sklepy dziecięce. Ma stworzony specjalny folder, gdzie gromadzi pliki odnośnie urządzania pokoiku. Męża od pewnego czasu traktuje jako środek do osiągnięcia celu, poza tym praktycznie nie rozmawiają, żyją jakby obok siebie. Anita staje się coraz bardziej nerwowa i wybuchowa, drażnią ją głośniejsze dźwięki, praktycznie przestaje opuszczać mieszkanie. Nie przeszkadza jej panujący wokół bałagan i piętrzące się w zlewie brudne naczynia. Większą część dnia spędza z laptopem na kanapie. Jej aktualną pasją jest podglądanie ludzi przez kamery internetowe. A zwłaszcza 'przejażdżki' tramwajem po Pradze. Obserwuje wtedy ludzi, którzy czekają na swoje tramwaje. Jej ulubieńcami są ruda dziewczyna i towarzyszący jej chłopak, którego nazywa w myślach Zo. W pewnym momencie Anita zaczyna być nim mocno zafascynowana.

Kolejnym narratorem jest Adam - mąż Anity. Mężczyzna jest coraz bardziej zmęczony i sfrustrowany dążeniem żony do posiadania potomka. Czuje się ignorowany i pomijany, każda jego próba kontaktu, czy inicjatywa jest odrzucana. Bardzo niechętnie wraca z pracy do domu, a rano wychodzi przed czasem. Gdy jest w domu razem z żoną zazwyczaj udaje, że śpi, by uniknąć jej towarzystwa, ponieważ już nie potrafią ze sobą rozmawiać. Kiedy na jego drodze staje Marta, czuje się w końcu pożądany i doceniony. Zwłaszcza kiedy żona zaczyna dodatkowo zarzucać mu próby doprowadzenia jej do obłędu.

Marta to trzecia osoba, której perspektywę poznajemy. Od początku w swojej opowieści zdradza się z tym, że to nie przypadek splata losy jej i Adama. Marta ma plan i zamierza zrealizować go do końca.
No i mamy jeszcze Eryka, który jest rzeźbiarzem i malarzem. Zaczyna spotykać się z dziewczyną o imieniu Milena. Początkowo nie dowiadujemy się o nim zbyt wiele.

Mimo że książka zawiera motywy, za którymi nie przepadam, czytało mi się ją całkiem dobrze. Początkowo było mi szkoda Adama, potem jednak zaczął mnie wkurzać i liczyłam, że na końcu spotka go coś naprawdę złego. Moim zdaniem powinien zrozumieć, że zachowanie żony, to nie zwyczajne widzimisię, tylko ma ona prawdopodobnie depresję, do której stopniowo dochodzą coraz dziwniejsze objawy. Zamiast uciekać z domu i się szlajać lepiej by zrobił, gdyby spróbował poszukać dla niej fachowej pomocy.
Dość szybko zorientowałam się kim w życiu Anity była Marta. Nie było to trudne. Za to roli Eryka w ogóle bym się nie domyśliła. Brałam go za kogoś zupełnie innego.
Udało mi się wciągnąć w tę historię i nie odczuwałam jakichś większych zgrzytów, czy sztuczności przy czytaniu. Zwłaszcza w porównaniu do książki, z którą bujałam się wcześniej i którą porzuciłam.
Moim zdaniem "Idealna" nie była straszna, ani krew w żyłach mrożąca, nie wzbudzała też jakichś szczególnych dreszczy.Wydaje mi się, że dość wcześnie została czytelnikowi wyłożona kawa na ławę w związku z osobą Marty. A te włamania do domu Anity i Adama, podrzucanie przedmiotów i ubrań mogło zostać przedstawione bardziej dosadnie. A wyszło zupełnie bezpłciowo. Brakowało mi napięcia, mrocznej atmosfery i poczucia zagrożenia towarzyszącego bohaterce.
Miałam w pewnym momencie troszkę skojarzeń z książką "Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn. Liczyłam nawet, że bohaterka "Idealnej" w podobnym stylu zabawi się kosztem męża.
Pewnie jestem socjopatką, ale zakończenie (głównie mam tu na myśli to, jak się ta historia zakończyła dla Marty)  jakoś tak mnie rozbawiło :D Ucieszył mnie także fakt, że jednak Anita powzięła zamiar by odpłacić kiedyś Adamowi za jego postępki.

Mam nadzieję, że udało mi się nie wychlapać zbyt wiele przy jednoczesnym pobudzeniu ciekawości czytelników :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz